Rocznik 2016 / PROMOCJA -20%

Fabryka SIlesia 1(11)2016 - Śląsk-Zdrój

Czy Górny Śląsk jest aż tak zielony, jak na naszej okładce? W wielu miejscach! I to nie tylko na ziemi rybnickiej.

Wiemy, stereotyp jest inny. Duże zatłoczone miasta, zdegradowane przez przemysł, zapylone i odhumanizowane. A przecież bywa inaczej. Jakie siły nas do tych miast przyciągają, a jakie - mimo wszystko - z nich wyrzucają? Piszą o tym profesorowie Tadeusz Sławek i Jerzy Runge, a przyrodnicze konteksty omawia dr Jerzy Parusel.

To ziemia paradoksów i zaskakujących osobliwości, jakich nie spotkamy w wielu innych regionach, uchodzących za bardziej przyjazne ludziom i naturze. Przekonywali się o tym podróżnicy i odkrywcy nowych lądów jeszcze w głębokim XIX wieku. Już wtedy po ozdrowieńcze zdroje, solanki, termy, sążnie i lecznicze kąpiele nie trzeba było jeździć do Baden-Baden czy Karlsbadu. A przecież przywołujemy tylko niektóre miejsca.  

Podwyższonej jakości życia najpierw szukali możni tego świata, uciekając w bajeczne rewiry swych ogrodów. Niebawem trzeba było też pomyśleć o rosnących w siłę proletariuszach, którzy właśnie porzucili rolę i sielską wieś. Dziś owe stuletnie osiedla robotnicze warto rewitalizować, a zabytkowym kompleksom architektonicznym – jak rybnicki Juliusz – nadawać nowe funkcje. Przecież nie wszystkim z nas uda się uciec w Beskidy, które – a to nas trochę oburza! – też zbyt rzadko są ze Śląskiem utożsamiane.

Fabryka Silesia 2(12)2016 - Powstania

Już słyszę: znowu o powstaniach?! Tak, bo - wbrew pozorom - otwartej dyskusji nie było od dawna. Nie spieramy się o fakty, a o ich interpretację. O pamięć.

Dopuściliśmy do głosu wielu historyków, nie tylko polskich. I to z różnych generacji. Stąd m.in. obszerne wywiady z Krzysztofem Ruchniewiczem i Tobiasem Wegerem. Na tych samych prawach publikujemy szkice etnologów czy kulturoznawców, bo ich refleksje powinny nam pomóc w odróżnieniu mitów od tzw. prawdy materialnej. A to nie jest łatwe. Ileż to razy zmieniały się oficjalne narracje, jakże często podszyte doraźnymi potrzebami politycznymi.

Nikt z Polaków (ani Niemców) nie mógł bezkarnie wyrwać się spod wpływu propagandowych wizji przeszłości. Cóż z tego, że na ogół niezbyt mądrze skrywających nacjonalistyczne intencje. W naszych głowach utrwaliły się upraszczające rzeczywistość matryce, które zastygły pośrodku niegdysiejszych konfliktów narodowych i etnicznych. Można odnieść wrażenie, że dawne podziały i kontrowersje nadal istnieją, mimo upływu prawie stu lat od tamtych wydarzeń!

Może odtrutką będzie lektura zrekonstruowanych wspomnień uczestników powstań?

Sprawdziliśmy, co dziedzictwo lat 1919-1921 znaczy dla współczesnych. Wiemy, że już tak bardzo nie waży na naszych losach, nie organizuje zbiorowej wyobraźni. Ale nie jest przestrzenią pustą! Jestem pewny, że teraz potwierdzi to także każdy nasz czytelnik.

Fabryka Silesia 3(13)2016 - Na granicy

Najtrwalsze są te, które mamy w głowach. Nie kartografowie je w nich wytyczają. Nawet nie politycy, choć na Śląsku od tysiąca lat z taką gorliwością i determinacją starają się, byśmy o ich istnieniu ani na chwilę nie zapomnieli. Więc nas pouczają, kto jest „swój”, a kto „obcy”. Pokazują palcem (nieraz bagnetem bądź lufą karabinu), po której stronie granicy są „nasi”, a po której „oni”. W chwilach przesileń chętnie ulegamy tej presji. Wtedy ochoczo, nieraz w szczerym, patriotycznym uniesieniu wskakujemy do okopów bądź stawiamy barykady. Wychylając zza nich głowy, widzimy, że są, że rosną, że piętrzą się aż po same niebo. One. GRANICE. Cieszą oko, bo wierzymy, że Pan Bóg teraz już też je widzi i toleruje. Niektórzy nawet twierdzą, że to on je tam postawił! Śląsk jest krainą „pograniczną” („graniczną”, „przygraniczną” – jak zwał, tak zwał). Nie przestał nią być, gdy kilkadziesiąt lat temu wyrysowano w naszej części Europy nowe granice państwowe, bo wcześniej wielokrotnie, choćby po wojnach śląskich, kartografowie też musieli to i owo na mapach „poprawiać”. W tym numerze piszemy również o tym, ale nie po to, by jakiekolwiek granice – zwłaszcza polityczne – „rewidować”. Żadnej też nie „przesuwamy”. Bo autorzy, których zaprosiłem na te łamy, nie są „rewizjonistami”, a „przesuwają” tylko strzałeczki kursorów z ekranów komputerowych w stronę naszych głów.

Fabryka Silesia 4(14)2016 - Nowi Ślązacy

"Etnolodzy takiego pojęcia nie używają, bo wcześniej musieliby wyznaczyć jego definicyjne ramy, a one pozostają rozmyte. Nowi Ślązacy… Powie ktoś: a cóż to za terminologiczny dziwoląg!"

Czyżby? Co najmniej od 100 lat wiadomo, że Górny Śląsk zaludniają trzy kategorie mieszkańców: pnioki, krzoki i ptoki. Czyli ci „z dziada pradziada”, „napływowi” i tacy, którzy miejsca tu raczej nie zagrzeją. Ale to podział, który z wolna staje się anachroniczny, gdyż nie uwzględnia, że od  ćwierćwiecza żyjemy w innej Polsce i w innej Europie, do których i po których nieustannie peregrynują miliony ludzi, szukając dla siebie nowych sadyb. Jednych wyrzucając z ich domów rodzime bądź obce reżimy. Innych – bezrobocie, lęk przed biedą. Jeszcze innych – potrzeba zmiany, ciekawość świata, tęsknota za lepszym życiem, czyli takim, za które będę mógł sam odpowiadać, nie obawiając się, że ktoś mi wykrzyczy: wynocha, nie jesteś u siebie! A co dziś znaczy: być u siebie, na Górnym Śląsku? Trzema mieć „papiery”? Dowieść wierności „ziemi i krwi”?

Rozglądam się wokół siebie. Niewielu widzę „rodowitych”. Znacznie ich mniej niż kiedyś. Bo umarli? Wyjechali do Niemiec? Czy na Wyspy Brytyjskie? Może do Krakowa albo Warszawy? Wszystkich wypędzono? Może dobrowolnie opuścili swój heimat? Kto zajął ich miejsce?

Wiadomo – gorole i chadziaje. Czy to także ci, którzy – mają kresowe, galicyjskie, wielkopolskie lub kieleckie korzenie – chronią dziedzictwo „starego dobrego Śląska”, układając z jego polskich, niemieckich i żydowskich cząstek własną tożsamość?

Kijem Wisły nie zawrócisz. Tym bardziej śląskiej Odry. Nic już nie będzie, takie jak za staryj piyrwy.
 
Specjalnie na Festiwal Otwarcia RIK obniżamy cenę z 40 zł na 32 zł!
« powrót