kwartalnik kulturalny
Regionalnego Instytutu Kultury w Katowicach

  W pamięci

de en

Janosch 16.05.2012 r.

Dzień dobry,

Bienek pochodził z domu z tradycjami, dobre meble w rodzinie, studiował, był bardziej Niemcem. W wyższych warstwach Polacy należeli do innego rodzaju ludzi. Każdy typ myślał o swoim, że jest lepszy. Pod hasłem lepszy rozumie się: wyżej postawiony, zaopatrzony w kulturę.
 
Dzisiejsi Górnoślązacy tego wyższego sortu rozpoznają się znów w opisie bohaterów Bienka. Tak można się do nich dopasować. Oni czują się o wiele wyżej. Chrystus tego nie lubił, mówił: „Kto się wywyższa…”.
 
My byliśmy po prawdzie bardziej polscy. Nie mógłbym wynaleźć mojego sposobu myślenia, gdybym go nie miał we krwi.

Bienek nie umiał mówić po polsku, moi dziadkowie nie znali niemieckiego, moja babcia i dziadek mieli praniemieckie nazwisko Eckert. Nie znali szczoteczki do zębów, ale oboje mieli zdrowe uzębienie.

Drudzy dziadkowie mieli polskie nazwisko Głodny, ale nie mieli ani jednego zęba, jednak rozumieli język niemiecki. To jest jednak dzieło czystego przypadku, jak gdyby Bóg tu nad Czarnawką zrobił kilka głupich dowcipów.

My byliśmy z Bienkiem nawet zaprzyjaźnieni i nikomu z nas nie przeszkadzało, że każdy należał do innej rasy. On też miał na imię Horst i nie miał z tym żadnego problemu, dla mnie to imię, to niezniszczalna obraza.

Nie umiem tu rozpoznać, który z nas miał lepsze życie. Ja miałem lepsze pochodzenie od Boga. Moim zdaniem. U nas pachniało Czarnawką, a u niego może pieczonym ciastem…
Niczego bardziej bym nie pragnął, jak powrócić do Zabrza. I tam zostać pochowanym. Nawet pochówek za płotem cmentarza w roli heretyka byłby dla mnie lepszy aniżeli rozsypanie prochów nad morzem, bo tu mieszkam na wyspie.

Ale nie mogę przyjechać więcej do Zabrza. Nie potrafię już dobrze chodzić, nogi są już odrętwiałe. Sztywne, odrętwiałe nogi - to nasza górnośląska tradycja, wszyscy moi dziadkowie nie mogli chodzić, bo byli czterokrotnie zasypani pod ziemią.

Źle latam, chociaż jako katolik posiadam prowizoryczne skrzydła. Każdy katolik otrzymuje przy chrzcie pożyczone od Boga Ojca skrzydła, na które musi sobie potem zasłużyć poprzez pobożny sposób życia.

Przy każdym grzechu wypada jednak jedno pióro, a pod koniec życia nie ma już żadnego. I potem następuje upadek do piekła.  Każdy jest grzesznikiem, nikt nie zachowa swoich skrzydeł, wy wszyscy też…

No dobrze, nie jestem Waszym sędzią. Pozdrowienia,
Janosch

List Janoscha na premierę "Fabryki Silesia" w Kinoteatrze Rialto.
« powrót