kwartalnik kulturalny
Regionalnego Instytutu Kultury w Katowicach

  W pamięci

de en

Henryk Waniek 11.12.2012 r.

Jest dokładnie północ między 10 a 11 grudnia i mam już niezbitą pewność, że choćbym stawał na głowie, nie zdołam przybyć do Katowic na spotkanie, na którym chciałbym być obecny. Niewiele miałbym do powiedzenia o internetowych urokach naszego czasu, ani o „niszowości” czasopism kulturalnych. Ale już na pytanie o to, co może znaczyć dla Górnego Śląska jakikolwiek, a przede wszystkim kulturalny periodyk, odpowiedziałbym tak żywo, jak tylko mnie stać. I stąd moja prośba do Jana Lewandowskiego, by, jeśli warunki pozwolą, zechciał te słowa odczytać uczestnikom spotkania, jako mój udział w debacie.

Jakkolwiek mieszkam gdzie indziej, to jednak żyję w Katowicach. Kto wie czy nie bardziej, niż niejeden Katowiczanin. Przeto znam, bo widzę je dokładnie, wszystkie ich miejsca zaniedbane. Powiedziałbym nawet, że widzę je tym silniej, im bardziej miasto otula się syntetycznymi futrami metropolitalnego fasonu, podejrzanie eleganckimi, jakby chciało ukryć jakiś defekt aparycji. Tak to widzę, bo z odległości takie rzeczy widać wyraźniej. Ale równocześnie widzę wielkie zasoby energii, gotowej wypełnić te puste miejsca; powołanej do tego by wyrazić puls dzisiejszego stanu rzeczy. Zresztą, nie dotyczy to Katowic bardziej niż innych punktów tej zawiłej aglomeracji. I nie znaczy bynajmniej, że ta energia jeszcze nie pracuje. Lecz jej działanie wydaje się na razie dość rozproszone, bo brak jej integrującego kanału, który by ujął jej strumień i był jej świadectwem.
 
Oczywiście, że powstanie FABRYKI SILESI jest jednym z przejawów funkcjonowania tej energii i są powody by spodziewać się, że może być jej wektorem, czy raczej słupem w punkcie krzyżujących się dróg i punktów widzenia; na jej łamach schodzących się, lub rozchodzących idei, powstających na Górnym Śląsku, bo nigdzie indziej nie mogłyby powstać. Odnoszę wrażenie, że to pismo pojawiło się  z krzyczącej konieczności, z takiego właśnie braku, który jest dla tego regionu najbardziej dotkliwym niedostatkiem. Jest to wyzwanie również dla bardzo już wąskiej i wyczerpanej trybuny myśli kulturowej Górnego Śląska, jej mniej lub bardziej trwałych periodyków. Trzeba jednak mieć świadomość, że dzisiaj duchowy i kulturalny problem Górnego Śląska jest zasadniczo nowy. Dzięki wielu instytucjom i inicjatywom, nad ten teren zdominowany do niedawna przez interesy przemysłu i zachłannej gospodarki, wzniosła się jakościowo nowa i wymagająca konieczność stworzenia (lub odtworzenia) górnośląskiej prawdy i dość zatraconej tożsamości. Nigdzie tak silnie jak tutaj nie odezwał się imperatyw czułego i głębokiego myślenia o „byciu u siebie”, który może być ważnym postulatem o wartości ponadregionalnej, uniwersalnej, potrzebnej tak samo Śląskowi, jak i całej Polsce. Uważam, że jest to bezcenny kapitał myślowy i FABRYKA SILESIA może być jednym z jego owoców. Owocowanie jest wszakże procesem złożonym i mającym przeciw sobie rozmaite obstrukcje, którym nie należy ustępować, jeśli celem są platońskie wartości piękna, dobra i prawdy. Szczególnie tej ostatniej, jako że odzyskiwanie śląskiej prawdy to trud usuwania sfabrykowanych uproszczeń, mitów i propagandowej fikcji, jakimi Górny Śląsk był faszerowany przez dziesięciolecia. To dzieło wymaga wielu środków, narzędzi i platform. Wśród nich widzę także, i to na ważnym miejscu, właśnie ten, dopiero raczkujący, ale obiecujący periodyk.
 
Jest jeszcze wiele rzeczy, które przy tej okazji należałoby powiedzieć, ale przecież nie wszystko da się, czy należy, powiedzieć od razu. Więc tylko jeszcze to, że życzę Katowicom i całemu Górnemu Śląskowi takiego pisma kulturalnego, o którym dałoby się wreszcie powiedzieć, że jest udane. FABRYKA SILESIA stwarza taką nadzieję. Pozdrawiam was i jestem z wami.

Henryk Waniek

List Henryka Wańka napisany do uczestników spotkania: "Czy pisma kulturalne są nam jeszcze potrzebne?" w Regionalnym Ośrodku Kultury w Katowicach.
 
« powrót