kwartalnik kulturalny
Regionalnego Instytutu Kultury w Katowicach

  W pamięci

de en

Fabryka Silesia 1/2012 - Czterdziestu wybiera kanon

Jan F. Lewandowski FABRYKA SILESIA

Jeszcze jedno czasopismo papierowe? Ktoś życzliwie podpowiedział: róbcie pismo w internecie… Jasne, że będzie także w necie. A jednak nic nie zastąpi czasopisma, które można dotknąć, przekartkować, a może i postawić na półce… Zwłaszcza dzisiaj, zwłaszcza tutaj na Górnym Śląsku…

więcej »

Aleksandra Kunce CZY MOŻNA WĘDROWAĆ BEZ IDEI DOMU?

Jak się miewa humanistyka na Górnym Śląsku? Pytanie to ma sens kulturowy tylko z uwagi na to, co przyszłe. Nie chodzi o rolę naukowców, liczbę dzieł i nie chodzi jedynie o kategorie: czytelnictwa, gmachów bibliotek, poziomu szkoły i uczelni wyższych, siły mediów, znaczenia laureatów nagród i konkursów czy tzw. życia kulturalnego.

więcej »

Zbigniew Kadłubek PO CO NAM KANON

Wydaje mi się, że człowiek wymyślił miarę, a tym samym kanon, z pokory, a może i z lęku przed ogromem wszechświata. Później kanon stał się narzędziem gnębienia innych i sztandarem zwycięskiego tryumfowania jednych nad drugimi.

więcej »

Jan F. Lewandowski CZTERDZIESTU WYBIERA KANON

Najpierw w Księgarni św. Jacka ukazała się próba kanonu pod redakcją Zbigniewa Kadłubka. Jej autorzy, przeważnie ze środowiska akademickiego, zaproponowali 99 książek, które nadają się najlepiej do rozmyślania o Górnym Śląsku. Dlatego włączyli klasyków ze świata, poczynając od Homera. Publikacja wzbudziła sporo zaciekawienia i środowiskowe kontrowersje.

więcej »

Jacek Lyszczyna CZY ISTNIEJE LITERATURA ŚLĄSKA?

Pojęcie literatury śląskiej zyskało prawo obywatelstwa dopiero w ostatnich latach. Dominująca wcześniej tendencja do wpisywania utworów śląskich w literatury narodowe w zależności od języka, w którym zostały one napisane, narzucała określenie „literatury polskiej (odpowiednio niemieckiej czy łacińskiej) na Śląsku”. Prowadziło to do ignorowania jej specyfiki i odrębności.

więcej »

Wojciech Kunicki CZEGO JESZCZE NIE ZNAMY?

 Można postawić pytanie: dlaczego? Dlaczego Górny Śląsk, ta prowincja w najwyższym stopniu europejska, znów podzielona, znów poszukująca własnych konturów i znów na ustach wszystkich jako przedmiot sporu nie potrafiła i nie potrafi wciąż odnaleźć drogi do samej siebie?

Dlaczego (niegdyś) dwu lub trójjęzyczne elity nie potrafiły zharmonizować tego zgiełku, jaki powstawał w trakcie obcych sporów o Górny Śląsk i samoistnie decydowały się na wygaszanie innych (rzekomo „obcych”) języków, innych (rzekomo obcych) obszarów tożsamości kosztem jakiegoś jednego. I tak powstawali „niemieccy” Górnoślązacy (Oberschlesier), „polscy” Górnoślązacy, w końcu górnośląscy Górnoślązacy, a wszyscy oni nie chcą słyszeć o tych innych, boją się bowiem „opcji”, „autochtonizmu”, „rodzimości”, „volkslisty”. Kwestia języka zatem? Być może. Ale też kwestia otwartości. Bo jeden język to mała otwartość, dwa języki to już otwartość większa, trzy największa, choć oczywiście spytamy od razu: a na co ta otwartość? Odpowiadamy: na samych siebie, na te napięcia w dziwnej duszy górnośląskiej.

więcej »

Ryszard Bednarczyk NIM BĘDĄ ZAPOMNIANI

Kto dziś pamięta pisarzy tworzących na Górnym Śląsku w czasach Polski Ludowej? Niewiele osób, krewni, przyjaciele. To dzięki ich staraniom nazwiska Gustawa Morcinka, Wilhelma Szewczyka czy Bolesława Lubosza patronują ulicom i placówkom kultury.

Gdyby zadać następne pytanie, kto współcześnie czyta powieści śląskich prozaików z czasu PRL-u, odpowiedź byłaby podobna. Nieliczni badacze literatury, ewentualnie studenci czy uczniowie zmuszani do lektury. Warto zastanowić się, co ocalało z twórczości pisarzy realnego socjalizmu? Jakie wartości literackie i poznawcze ich prozy przetrwały zawieruchę upływającego czasu i ustrojowej transformacji? I czy w ogóle pożółkłe książki śląskich autorów zalegające biblioteczne półki mogą jeszcze czymkolwiek zachwycić i zainteresować współczesnych czytelników?

więcej »

Krystian Gałuszka CZYTANIE JAK LATANIE

 Moim ulubionym kubkiem, z którym kawowo rozpoczynam dzień, jest reklamowy gadżet, który swego czasu dostałem goszcząc w katowickiej książnicy. Swoją prostą formą i kolorem przypomina mi szolkę z dzieciństwa. Niebieskie literki, frywolnie rozmieszczone na porcelanie i beztrosko układające się w napis:„Czytanie jak latanie”, wprowadzają mnie rano do rzeczywistości. Nie wiem kto był autorem hasła, ale trafił pięknie.


Zatem dziennie rano żłobię odruch mentalny: biblioteka – czytanie – latanie. Wygląda pięknie, ale jak naprawdę jest z czytaniem na początku XXI wieku?

więcej »

Bogdan Kułakowski, Jan F. Lewandowski W TRÓJKĄCIE BIENKA

 W Podróży w krainę dzieciństwa Horst Bienek zapisał wrażenia z powrotu do Gliwic po ponad czterdziestu latach. Było to w 1987 roku. Najbardziej newralgicznym momentem tej sentymentalnej wyprawy stała się wizyta w rodzinnej dzielnicy zwanej niegdyś Stadtwaldem, a dzisiaj Zatorzem.


Dom rodzinny zastał Bienek w takim stanie, w jakim zapamiętał go z dzieciństwa i młodości, podobnie w sąsiedztwie szkołę podstawową i kościół Chrystusa Króla. Ale także i dzisiaj krajobraz jego dzieciństwa nie zmienił się specjalnie. Ale dzisiaj Bienek nie jest już - przynajmniej w Gliwicach, przynajmniej na Górnym Śląsku – pisarzem niemal anonimowym, jak to było podczas tamtej wizyty sprzed ćwierćwiecza.

więcej »

Horst Bienek GLIWICKIE DZIECIŃSTWO

III Ulica Kopalniana

Słyszę jeszcze sygnał lokomotywy
most ospałe zwierzę
nie poruszył się
dworzec towarowy tory słupy
oświetleniowe i łkające kotły parowe
ogródki działkowe obok nastawni
RAW „trzecia największa stacja
rozrządowa w Niemczech”

więcej »

Alicja Frimark BIENEK I HOCKNEY

Zamieszczony na naszej okładce portret Horsta Bienka jest dziełem wybitnego grafika, malarza i fotografa Davida Hockneya.


Pochodzący z Anglii, a mieszkający od lat w Los Angeles w Kalifornii Hockney należy do najsławniejszych artystów świata zachodniego. Jego sztukę cechuje oszczędność techniki, eksperymenty z użyciem światła oraz zaczerpnięty z fotografii i pop-artu realizm. W dorobku artysty znajdujemy także liczne portrety przyjaciół oraz wielu sławnych postaci XX wieku, by wspomnieć filozofa Isaiaha Berlina i reżysera Billy’ego Wildera. Jak się okazuje, Hockney portretował także Horsta Bienka, co nakłoniło nas do skorzystania z jego wizerunku pisarza.

więcej »

Angela Bajorek PODPYTYWANIE JANOSCHA

 Imię i Nazwisko…
- Horst Emanuel Eckert. To imię wymyślił mój ojciec na cześć Horsta Wessela, faszystowskiego „męczennika”, który zginął w bójce niedługo przed moim urodzeniem. Mój ojciec był zafascynowany jego odwagą, a gdy wracał pijany w nocy do domu, to śpiewał o nim piosenkę.

więcej »

Kazimierz Kutz ZAMIAST KANONU

Po co tu, na Śląsku, kanon literatury, skoro w szkole nie uczy się jego historii? Jakiej literatury? Polskiej, niemieckiej, żeby wykazać się ogładą, czy zamanifestować przynależność do kultury, wciskanej z dwu stron?


Już tyle razy byłem pytany o te sprawy, że odczuwam awersję, jaką miewa się przy wszelakich przesłuchaniach, nie koniecznie dotyczących przestępczości. Poza tym zadanie to wymusza napuszenia, by wypaść dobrze wobec czytelników, i się dowartościować. A to już krok do łgania, a ponadto jakieś to staromodne. Więc sierść mi się jeży.

więcej »

Henryk Waniek DUCH WSZYSTKICH KSIĄŻEK I KSIĄG

 Jako kilkunastolatek chciałem uchodzić za starszego, więc trochę lekkomyślnie przeskoczyłem przez młodość. Czy w ogóle ją miałem? Bardziej pewny jestem swojego dzieciństwa, które zresztą poniekąd trwa, choć już w latach emerytalnych. W młodości znalazłem się jako stary-maleńki, nieco zblazowany, nieźle obyty z chaosem lektur; książek, które mnie otaczały, książek po które sięgałem, oraz książek, które wyskakiwały jak nie dający się wyminąć złoczyńca zza węgła.

więcej »

Feliks Netz ZAGŁĘBIANKA O KATOWICACH

To naturalnie przypadek, że Siedem krów tłustych Marii Klimas-Błahutowej przeczytałem ponownie po upływie pięćdziesięciu lat, bo tyle minęło od lektury pierwszego wydania z 1962 roku.

Do tamtej pory miałem w rękach tylko jedną powieść Klimas-Błahutowej Na hałdach rosną ludzie; kupiłem ją na zaimprowizowanym stoisku w katowickim (wtedy, rok 1955, stalinogrodzkim) liceum przed porankiem autorskim całkowicie mi jeszcze nieznanej pisarki. Autorka przez pół godziny czytała rozdział owej powieści. W sali gimnastycznej zrobiło się potwornie nudno i gdybym nie siedział pomiędzy ślicznymi koleżankami: Wiką Bolechowską i Anią Krzemieniewską, byłaby to tortura nie do zniesienia.

więcej »

August Scholtis NARODZINY GŁUPKA (z powieści „Ostwind”)

 Emilia, przez wtajemniczonych zwana Milką Balzerową, włóczęga w imię Najświętszej Częstochowskiej Panienki. Umazana. Niedomyta. Wzrost niski. Budowa krępa. Twarz nabrzmiała. Warkocz zawszony. Dłonie obsypane świerzbem. Córka dawno już spoczywającego w Panu, na śmierć zatłuczonego chłopa pańszczyźnianego, wojownika z osiemset trzynastego i parobka folwarcznego nazwiskiem Balzer, co roku ochoczo, samotnie i w pojedynkę ruszała do Częstochowy, owego słynnego pątniczego celu w rosyjskiej Polsce, aby tam czarnej, cudownej miłej Pani dziękować za oddaloną epilepsję, co to ją w 1866 pod Raciborzem, blisko już austriackich rubieży, madziarskie honwedhuzary mężnie, orężnie i ku chwale Ojczyzny w brudnym Milkowym cielsku zasiały.

więcej »

Josef Cyrus SCHOLTIS TO BYŁ PAN (Wywiad z Arno Lubosem)

Arno Lubos: Zażyłem dwie tabletki i mam nadzieję, że będę mógł przemówić do słuchaczy. Tak jak przed każdym niemal wywiadem, tak i w tym przypadku podano mi wcześniej pytania. Pytania te sformułowała profesor Grażyna Barbara Szewczyk. Odpowiadając na nie, nie jestem więc nieprzygotowany. Pierwsze pytanie dotyczy mojej znajomości z Augustem Scholtisem. Kiedy i w jakich okolicznościach spotkałem się z nim osobiście… Jako młody nauczyciel gimnazjum pojechałem z klasą maturalną w 1957 roku na wycieczkę do Berlina Zachodniego. Wtedy było to często praktykowane. Należało doświadczyć podziału Berlina z bliska. Scholtisa znałem trochę z moich lektur. Napisałem do niego list, zapytując, czy nie zechciałby przyjść na spotkanie autorskie z moimi uczniami do domu, gdzie nocowaliśmy, oczywiście za wynagrodzeniem. Przyszedł i czytał niezwykle ciekawe berlińskie szkice. Siedzieliśmy potem jeszcze przez kilka godzin, do późnego wieczora.

więcej »

Zbigniew Kadłubek Słowa i krajobrazy: VERBA(S)CUM

 Urzekło mnie słowo „verbascum”. Ale jeszcze bardziej to, co się za nim kryje. Bo „verbascum” jest napisaną po łacinie dziewanną, czyli najważniejszą górnośląską rośliną.


Takich dziewann, jak na Górnym Śląsku, nie ma nigdzie (może dlatego, że lubią rosnąć na ziemi zniszczonej, brutalnie zdeptanej przez przemysł, zdewastowanej, na terenach ruderalnych, hałdach, wysypiskach, poboczach kolejowych, czyli – jak się ostatnio ładnie mówi – w przestrzeni antropopresji).


Wiedział o tym Horst Bienek, pisał o tym. Może rosną gdzieś jeszcze piękne dziewanny, może rosną, nie przeczę, ale te niegórnośląskie nie są już takie piękne, myślał Bienek. Bienek kochał kwiaty, zioła i wszystko, co górnośląskie. Bienek zabrał ze sobą dziewannę, to jest Königskerze, z Gliwic na Zachód. Magiczny kwiat nietykalności wziął ze sobą jak bierze się amulet w niebezpieczną podróż. I to Bienek zwrócił mi na tę roślinę uwagę.

więcej »

Krzysztof Karwat Blisko stąd: O POŻYTKACH CZYTANIA BIENKA

 Powroty do lektur sprzed lat nieraz przynoszą niespodzianki. Do Pierwszej polki zajrzałem, bo nabrałem podejrzeń, że właśnie ta powieść Horsta Bienka, otwierająca tzw. tetralogię gliwicką, może uzyskać najwięcej wskazań w rankingu „Fabryki Silesia”. No i tak się stało!

więcej »

Szczepan Twardoch (Naskwŏl pisane) LITERATURA ŚLĄSKA NIE ISTNIEJE

Żadna literatura śląska nie istnieje, niechże tytuł powtórzę. A od Górnego Śląska robi mi się już słabo. Na szczęście, nie od tego, w którym żyję i mieszkam, bo ten szczęśliwie toleruję, zwłaszcza kiedy jest ładna pogoda. 

więcej »

Książki nadesłane i wypatrzone

 Byli tutaj Brytyjczycy, Francuzi i Włosi, by przypilnować plebiscytu i porządku. Jednak w naszych publikacjach pojawiało się może kilkanaście fotografii z ich ponad dwuletniej obecności.


Na zeszłorocznej wystawie w Muzeum Śląskim w Katowicach zgromadzono koło setki nieznanych dotąd zdjęć sprowadzonych ze świata. Dało to wyobrażenie, co mogłoby nas czekać, jeśli sięgnęlibyśmy po nowe źródła. Niby tyle wydano o powstaniach i plebiscycie, a przecież nasza wiedza wydaje się coraz mniej pewna i wymaga zdecydowanie poszukania prawdy na nowo.

więcej »
« powrót
(pusty)

Numer 4(22)2018 - W pamięci

Zapraszamy do zakupu najnowszego numeru kwartalnika Fabryka Silesia 4(22)2018 - W pamięci. Pismo dostępne od 13 listopada w Empiku, Kolporterze i Ruchu oraz w sklepie internetowym www.fabrykasilesia.pl/sklep i redakcji kwartalnika przy ul. Teatralnej 4 w Katowicach.

Videoteka